fot. Maciej Kołek

Młodzi, gniewni i piekielnie utalentowani – tak możemy w skrócie opisać Codewise Unicorn. Zespół szturmem wdarł się do trzeciego sezonu Polskiej Ligi Esportowej, by zaskoczyć dużo bardziej doświadczone drużyny, awansując w konsekwencji na finały LAN-owe. Po ich półfinałowym meczu z tomorrow.gg porozmawialiśmy z Szymonem ‚Crityourface’ Plutą o przebiegu rozgrywek i samym półfinale.

PLE: Do półfinału z tomorrow.gg podchodziliście z pozycji underdoga. W pewnym momencie było jednak naprawdę gorąco i zdołaliście zagrozić późniejszym mistrzom Polskiej Ligi Esportowej.

Szymon ‚Crityourface’ Pluta: Dust2 był wyborem tomorrow.gg – w dodatku dość niespodziewanym. Myślę, że chcieli nas tym zaskoczyć. Może liczyli, że nie potrafimy odnaleźć się na tej mapie, przez co się pogubimy i ograją nas „mixowym” stylem.

W pewnym momencie mieliśmy przewagę 13:8 i właśnie wtedy powinniśmy to zakończyć. Gracze tomorrow.gg zaczęli grać jednak na dwie snajperki, a mynio tę AWP bardzo dobrze wykorzystywał. Powstało zamieszanie. Zgubiło nas też kilka błędnych decyzji i nieudanych zagrywek – choćby antyforce, który dosłownie wyśliznął nam się z rąk. Moim zdaniem to była jedna z tych rund, która w konsekwencji zaważyła o późniejszej porażce. Mirage z kolei kompletnie nam nie wyszedł. Właściwie nie wiem, co poszło nie tak. Dopiero będziemy o tym rozmawiać, analizując błędy.

Po przegraniu tak wyrównanej pierwszej mapy traci się motywację, podchodząc do kolejnej?

Nie wiem jak reszta moich kolegów z drużyny, ale ja wciąż byłem bardzo zmotywowany, by wygrać. Nie nastawiałem się pesymistycznie. Specjalnie nie wyszedłem na przerwę, zostałem przy swoim stanowisku i ćwiczyłem na deathmatchu. Bardzo chciałem zwyciężyć na drugiej mapie.

Fakt, że tomorrow.gg pokonało na Dust2 nawet AGO Esports i w finalnie wzniosło trofeum, zmienił jakoś twoje spojrzenie na półfinałową porażkę?

Mecz oglądałem. Trzeba jednak przyznać, że AGO Esports nie zaprezentowało się najlepiej podczas finałów. Mało brakowało, żeby „Jastrzębie” odpadły już w pojedynku z Izako Boars. Widać, że „Dziki” solidnie się przygotowywały, analizowały grę rywali i potrafiły odpowiednio przeczytać ich ruchy. Kiedy śledziłem tamten pojedynek, gdzieś w głębi duszy liczyłem na finał Codewise Unicorns kontra Izako Boars. To byłaby ogromna niespodzianka.

Co prawda nie wznieśliście trofeum, ale cały sezon, a w tym dojście do etapu finałowego, można chyba uznać za spory sukces. Wielu chwali was nawet mimo porażki z tomorrow.gg. Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo zaskoczyliście kibiców i ekspertów?

Nigdy nie patrzyłem na naszą grę z perspektywy zaskoczenia. Po dostaniu się do Polskiej Ligi Esportowej myślałem tylko o jednym – wygraniu ligi. Półśrodki mi nie wystarczały. Awans na turniej w Kielcach wydawał mi się wręcz konieczny. Chciałem tu zagrać, no i zagrałem. Nie przyjechaliśmy tu przez przypadek. Nie liczyliśmy na ugranie kilku punktów ze słabszymi drużynami. Mamy za sobą kilka bardzo dobrych spotkań, po których poczuliśmy się na równi, a nawet lepsi od innych zespołów.

Przysłuchuję się jednak różnym opiniom i faktycznie coś w tym „zaskoczeniu” musi być. Staliśmy się takim „czarnym jednorożcem” rozgrywek.

Może więc ktoś zaskoczył Ciebie?

Jeśli chodzi o pozytywne zaskoczenia – Izako Boars. „Dziki” całkiem nieźle rozegrały fazę zasadniczą. Z drugiej strony zaskoczyła mnie słaba postawa PACT-u. Ten sezon w ogóle pod pewnym względem był ciekawy. PRIDE skończyło na dole tabeli, Pompa Team zrezygnował w trakcie ligi. Po niektórych formacjach można było spodziewać się więcej.

A co powiesz o SEAL Esports? Pod pewnym względem można wasze drużyny porównać. W obu znajdują się przecież młodzi zawodnicy.

Mimo tego, że w ich składzie zaszły pewne zmiany i niektórych graczy wyciągnięto do głównego składu PRIDE, nie idzie im źle. Nawet my – trochę przez przypadek – zremisowaliśmy z nimi w Nadarzynie. Potrafią dobrze zaprezentować się online. W kwalifikacjach do Good Game League dobrze spisali się w meczu z tomorrow.gg, urywając im nawet mapę. To było dla mnie dość szokujące, bo sądziłem, że skład SZPERO poradzi sobie z SEAL łatwo.

Młodość jest dużą barierą jeśli chodzi o Counter-Strike’a?

Z jednej strony tak, bo młodym zawodnikom brakuje doświadczenia. Z drugiej jednak mamy pewną świeżość patrzenia na grę i często wyróżniamy się umiejętnościami. Największą przeszkodą jest to, że w niektóre rozgrywki nie dopuszczają najmłodszych. Sami mieliśmy historię, grając pierwszy turniej z Lemanem. Doszliśmy do finału i byliśmy już na takiej fali, że – jestem tego pewny – mecz o pierwsze miejsce padłby na nasze konto. Po drodze pokonaliśmy naprawdę ciekawe drużyny, a ostatecznie zostaliśmy zdyskwalifikowani, ponieważ zawody miały ograniczenia wiekowe. Okazało się, że gracze musieli mieć minimum osiemnaście lat.

Skoro ponownie wspomniałeś o Lemanie. Z czego wzięły się zmiany, które wprowadziliście w składzie?

Na pewno nie chodzi o to, że ENZO miał jakieś braki. Powodem było to, że brakowało nam trochę chemii. Mieliśmy nieco inne wizje gry. Trzeba jednak zaznaczyć, że choć Leman na razie spisuje się dobrze, formalnie nadal jest na testach.

Sezon Polskiej Ligi Esportowej się zakończył. Kiedy jednak trwał, byliście w rytmie meczowym. Rozpędzaliście się, byliście na językach wielu ekspertów i kibiców esportowych. Aż żal byłoby stracić to tempo. Co dalej?

Do tej pory to Polska Liga Esportowa była naszym największym „planem”. Teraz czas na treningi, być może jakieś bootcampy. Musimy też przemyśleć, jak ostatecznie będzie wyglądała nasza piątka, bo to jeszcze nie jest przesądzone.