Nim ponownie wpadniemy w wir rozgrywek Polskiej Ligi Esportowej, cofnijmy się raz jeszcze do pierwszego sezonu zmagań. O tym, jak go wspomina, opowiedział nam Sebastian ‘dark’ Babiński – kapitan Venatores.

 

Pierwszy sezon PLE w pamięci Venatores pozostanie na długo. Z racji osiągniętych wyników będzie to jednak wspomnienie, do którego powraca się głównie po to, by wyciągnąć pewne wnioski. „Myśliwi” rozpoczęli zmagania jako drużyna mająca realne szanse na wkroczenie do strefy medalowej. Doświadczenie darka i Adama ‘destru’ Gila, świeżość i młodzieńcze zacięcie Michała ‘SooNa’ Wójcickiego czy Karola ‘Tecka’ Kapczyńskiego miały zaprezentować czymś więcej niż ostatnim miejscem w tabeli. Dwa remisy, żadnego triumfu i aż pięć porażek było dla zespołu ogromny ciosem. Nic dziwnego, że w pewnym momencie formacja postanowiła odświeżyć skład. Patryk ‘Patitek’ Fabrowski i Krzysztof ‘Stark’ Lewandowski zastąpili destra i Rafała ‘sanego’ Pietrzaka. I to na nic się jednak zdało.

– Od początku borykaliśmy się z wieloma problemami: kadrowymi, przygotowawczymi, mentalnymi. Z każdą następną kolejką PLE wszystkie te kwestie wychodziły na jaw. Pomimo to, że mieliśmy wówczas i teraz również mamy dobry skład, nie zdołaliśmy wygrać nawet jednego meczu – tłumaczy Babiński. Dużo racji ma jednak w tym, że – jak sam twierdzi: – Żaden inny zespół nie miał tak zwartych i zaciętych pojedynków.

Istotnie, wielokrotnie o tym, że Venatores traciło punkty, decydował mały błąd, czysty przypadek i trochę pecha. Dogrywka na jednej mapie z Team Kinguin i 13:16 na drugiej, dwa niezwykle wyrównane starcia z Grubasami ostatecznie zakończone porażką, zacięty mecz z „Czarnymi” z Pompa Team. To wszystko były bardzo bliskie konfrontacje, które mogły wyglądać na końcu zupełnie inaczej.

– Nie wiem, co mogło być tego powodem. Może system rozgrywek? Osobiście bardzo lubię tryb BO2, ale uważam, że w systemie BO3 liczba oczek na naszym koncie byłaby zdecydowanie większa – mówi dark, uciekając jednak od usprawiedliwiania drużyny: – Niejednokrotnie daliśmy ciała, więc pretensje mogę mieć wyłącznie do siebie.

Mimo kiepskich występów i małych nieporozumień zawodnicy Venatores z uśmiechem spoglądają na ligę. – To naprawdę dobre, solidne rozgrywki. Warto je rozwijać, bo w końcu ktoś sprawił, że w jednym miejscu zebrało się osiem zespołów z Polski i regularnie co tydzień odbywały się spotkania ściągające przed ekrany tysiące widzów – podkreśla gracz, stwierdzając na koniec, że: – Coś dobrego zaczęło dziać się na polskiej scenie.

Dziś ostatnie miejsce w tabeli pierwszego sezonu PLE jest już tylko echem. Po tym, jak nowi gracze na dobre zagościli ekipie, „Myśliwi” udowodnili, że tamte porażki były tylko chwilowym kryzysem. Dwa wygrane LAN-y, dwa inne zakończone na podiach, a także seria świetnych występów w sieci. Wszystko na przestrzeni tylko kilku tygodni. To każe zapowiedzi darka traktować całkowicie serio. Ten zaznacza przecież, że: – W kolejnym sezonie, jeśli się dostaniemy, tablica się dla nas odwróci. Wyciągnęliśmy konsekwencje z błędów popełnianych wcześniej, a na krajowym podwórku pokazaliśmy, że trzeba się z nami liczyć. Tym razem to nie my będziemy chłopcami do bicia.