O drugim sezonie Polskiej Ligi Esportowej, to jaki wkład w jego organizację miała ELIGA, LAN-owym zwieńczeniu rozgrywek i różnych mechanizmach rządzących esportem porozmawialiśmy z Jakubem Paluchem, prezesem zarządu ELIGI sp. z.o.o.

Szymon Groenke: Jesteśmy tuż po zakończeniu fazy zasadniczej Polskiej Ligi Esportowej. Dziewięć wyczerpujących i pełnych emocji kolejek za nami. Nie mogę więc nie zapytać o to – jak z pozycji prezesa zarządu ELIGI – oceniasz ten czas? Czujesz, że na polskie podwórko została wprowadzona nowa jakość?

Jakub Paluch: Bardzo cieszę się z tego, że mamy w Polsce stabilne organizacje i drużyny. Stabilne o tyle, że coraz częściej zauważamy obecność graczy w naszej przestrzeni, obserwujemy ludzi stojących za tymi zespołami i w końcu, że te zespoły są coraz bardziej widoczne. Oczywiście, najjaśniej świecącymi gwiazdami są PRIDE, Team Kinguin, Izako Boars czy AGO Gaming, ale to, co ostatnio się dzieje, jest naprawdę fascynujące. Wspomnijmy choćby o Akademii PRIDE na stadionie Legii Warszawa i udziale dwóch polskich formacji w europejskim Minorze. Jestem przekonany o tym, że strukturyzacja krajowych rozgrywek – a więc to, co robi Polska Liga Esportowa i ELIGA – wpływa na jakość polskiego Counter-Strike’a.

Dużo mówisz o samych zespołach. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że PLE wyróżnia się na tle konkurencji tym, że dużą wagę przykłada właśnie do pozycjonowania wizerunku drużyn. Od początku wspieranie formacji było dla was niezwykle ważne. Czujesz się pod tym względem spełniony, czy macie może jeszcze jakieś asy w rękawie?

Liga głośno mówi o zespołach, a same zespoły o lidze. To sytuacja doskonała. My teraz możemy te pomysły i mechanizmy rozwijać i stworzyć z tego naprawdę przepotężną tubę, pewien wzmacniacz głosu, zasięgu rozgrywek, ale i obecności drużyn w przestrzeni. Ostatecznie o to przecież chodzi. Dlatego powstała ELIGA, która jest własnością drużyn, abyśmy wspierali zmagania przyjazne graczom. Żebyśmy stworzyli środowisko, które umożliwia im rozwój i stabilizację. Niemniej, na koniec dnia to i tak kibice są najważniejsi. Skupiamy się na tym, aby to oni czerpali największą przyjemność z oglądania rozgrywek, aby te były emocjonujące. I pod tym względem – nawiązując jeszcze do poprzedniego pytania –ELIGA i Polska Liga Esportowa wprowadziła nową jakość. Te rozgrywki są wspólne – należą do zespołów, administratorów i kibiców.

A czy same drużyny zaadoptowały się do tego rodzaju rozgrywek? Biorą udział w usprawnianiu działania ligi?

Każdego dnia jesteśmy w kontakcie z Fantasy Expo. ELIGA ściśle współpracuje z organizatorem i uczestnikami rozgrywek w bardzo wielu aspektach. Od kilku miesięcy budujemy kontakty pomiędzy wszystkimi drużynami, uczymy się nawzajem. Mam nadzieję, że dzisiaj wszystkie drużyny rozumieją potrzebę powstania takiego zrzeszenia. Jestem niemalże pewien tego, że drużyny dostrzegają korzyści z tego wspólnego działania, że widzą, po co mają przykładać się do budowania samych rozgrywek.

Poprzednie pytanie wynika poniekąd z tego, że, ostatnimi czasy dużo mówi się o polskich esportowcach niedostatecznie wykorzystujących możliwości kreowania swojego wizerunku. Czy dla samej ELIGI ważna jest edukacja zawodników pod tym względem?

Nie chciałbym, aby kiedykolwiek powstał podmiot zaglądający poszczególnym formacjom za kotarę. To, w jaki sposób pewne osoby zarządzają swoją firmą i budują kontakt z graczami, powinno zależeć wyłącznie od tych właśnie osób. Dlatego celem moim, a także ELIGI jest w większym stopniu edukacja nie samych zawodników, a organizacji, które się nimi zajmują – ludzi, którzy za tymi graczami stoją. Może nawet nie samej edukacji, a raczej wymiany wiedzy pomiędzy podmiotami, wzajemnej pomocy.

Sporty elektroniczne pod tym względem są niesamowite. Wyróżniają się na tle tradycyjnych dyscyplin. Mówimy o unikatowej sytuacji, w której kibic ma możliwość bezpośredniego kontaktu ze swoim idolem. Myślę, że m.in. dlatego esport jest tak magnetyzujący. Czy można byłoby lepiej wykorzystywać te mechanizmy? Na pewno. Umówmy się, że wiele z tych rzeczy jest jeszcze do poprawy. Mam jednak wrażenie, że usprawnianie i profesjonalizacja wielu elementów trwa nieustannie.

Masz rację, wystarczy wspomnieć choćby o Jarosławie ‘pashyBicepsie’ Jarząbkowskim, który regularnie wchodzi w dyskusje z fanami, a to przecież światowa marka. Pozostańmy więc przy temacie Virtus.pro. W rozgrywkach PLE biorą udział niemal wszystkie wiodące marki na polskim rynku esportowym. Myśleliście o tym, aby w jakiś sposób zaangażować w zmagania również „Złotą piątkę”, czy może fakt, że do czynienia mamy z organizacją zagraniczną, przekreśla takie możliwości?

ELIGA w swoich założeniach, w samych podwalinach myślenia o tym połączeniu drużyn, za priorytet postawiła sobie wspieranie polskich organizacji. Ludzi stojących za ELIGĄ przeraża fakt rozwarstwienia ekonomicznego pomiędzy klubami polskimi a zagranicznymi: choćby z Niemiec czy USA. Za chwile dojdzie do tego, co obserwujemy już w piłce nożnej, koszykówce czy każdej innej dyscyplinie sportowej. Podjęliśmy kroki, jakie uważamy za słuszne i skuteczne w wywieraniu wpływu właśnie na drużyny krajowe. W tym sensie moje zainteresowanie skupia się wokół polskich spółek.

Nie mówię, że nie chciałbym, żeby Virtus.pro zagrało w naszej lidze. Nie mówię, że to nie byłoby interesujące. Marzy o tym zapewne wielu kibiców – ja też. Zobaczmy, jakie emocje budziły ostatnie mecze z AGO Gaming. Mimo, że rozgrywały się tylko w Internecie, zwycięstwa „Aniołków” to i tak wiele. W historii Counter-Strike’a: Global Offensive, ale i CS-a 1.6 przegrane „Złotej piątki” z polskimi zespołami to wydarzenia unikatowe. Kiedyś sukcesem dla innych formacji było przecież urwanie ekipie Filipa ‘NEO’ Kubskiego nawet jednej mapy. Prawdziwym sprawdzianem dla polskiej sceny będzie jednak dopiero krajowy turniej LAN-owy, na którym zobaczymy również Virtus.pro.

Czy na brak Virtus.pro w Polskiej Lidze Esportowej możemy spojrzeć również jak na coś pozytywnego? Szansę rozwoju dostała przecież jedna mniej doświadczona drużyna więcej.

Wydaje mi się, że można byłoby wymienić całą masę zarówno plusów, jak i minusów. To jasne. Jednym jest fakt, że szansę dostaje więcej zespołów, ale warto zwróć również uwagę na to, jak zażarte stały się ostatnio polskie zmagania. Mamy co najmniej cztery zespoły, które – jeśli będą miały dobry dzień – są w stanie wygrać Polską Ligę Esportową podczas warszawskich finałów. To niesamowite, że możemy oglądać turnieje Counter-Strike’a różniące się od zawodów z dawnych, sentymentalnych dla mnie czasów CS-a 1.6. Walka zacięta jest do samego końca, a nie jak niegdyś – wyłącznie do finału. Bo triumf zarezerwowany był wówczas dla „Złotej piątki”.

Mówiłeś już o turnieju zwieńczającym drugi sezon Polskiej Ligi Esportowej. Zorganizowanie LAN-a było dla Was – jako ELIGI i Polskiej Ligi Esportowej – priorytetem?

Jestem zwolennikiem grania na żywo. Uważam, że podczas LAN-ów odbywają się rzeczy, które we mnie wzbudziły miłość do sportów elektronicznych. Wiadomo – wywodzimy się z Internetu, ale umówmy się, rozgrywki sieciowe nigdy nie były tak emocjonujące, jak te na żywo. Dlatego według mnie taki turniej z krwi i kości jest sercem esportu.

Chciałbym dożyć czasów, w których każdy mecz rozgrywany jest na żywo. W największych miastach znajdowałyby się areny, a do nich na każdą kolejkę zjeżdżałyby zespoły. Tak widzę rozgrywki za np. pięć lat.

W wywiadzie z Hubertem Watkowskim dla ESPORT NOW wspomniałeś o planie zniesienia ligowego rozdrobnienia w Polsce. Tak, aby stworzyć jedne – wiodące i oficjalne rozgrywki. To mogłoby twój plan przyspieszyć. Myślisz, że organizatorzy krajowych zmagań będą kiedykolwiek w stanie dojść do tego typu porozumienia?

W efekcie popularyzacji sportów elektronicznych dochodzimy do takiego momentu, że „my”, ludzie tworzący tę społeczność, jesteśmy marginalizowani w dialogu o esporcie. Mam na myśli to, że w parze z coraz większymi pieniędzmi napływającymi do branży, wiele osób chce podejść do przysłowiowego stołu i w jakiś sposób odnaleźć się w tym środowisku. Dochodzimy do takiego miejsca, w którym możemy mieć duży problem z wielkimi, bogatymi podmiotami. Do głosu zaczynają dochodzić ogromne firmy czy kluby np. z NBA. One dysponują taką ilością gotówki, która esportowym markom nawet się nie śniła. Drużyny esportowe nie mogą stanąć z nimi w szranki, bo albo zostaną przez te twory „skonsumowane” – tracąc m.in. ludzi, albo będą działały gdzieś z boku.

Ja się tego boję. Zobaczmy, kto, co i za pomocą jakich mediów mówi o sportach elektronicznych. Przyjrzyjmy się temu, jakie podmioty wchodzą do naszego ekosystemu. Nie chcę snuć apokaliptycznej wizji, bo cieszę się, że esport się rozwija, ale obawiam się, że jeśli nie złączymy się w ramach społeczności, to możemy niedługo mieć problem z odnalezieniem swojego głosu w ważnych rozmowach na temat naszej branży. Jeśli nie stworzymy pewnej solidarności, w końcu przestaniemy być zauważani. Uważam, że ELIGA jest właśnie głosem społeczności, przynajmniej tej zebranej wokół Counter-Strike’a. Mamy zgrupowaną reprezentację i widzę, że jej głos jest odczuwalny. Nie musimy nikogo terroryzować i na kogoś krzyczeć. Pracujemy po prostu nad komunikacją wewnątrz naszego środowiska. Mam nadzieję, że ta solidarność będzie się rozwijać, bo jest nam potrzebna z wyżej wymienionych przyczyn. To właśnie dlatego wszystkie podmioty tworzące społeczność sportów elektronicznych powinny się spotkać, rozmawiać o wspólnej przyszłości, o tym jak budować komunikację ze światem biznesu czy polityki. To nie jest tak, że gdzieś tam są ludzie i oni nic nie wiedzą. Zastanówmy się czy możemy zbudować jakieś wspólne stanowisko, zaproponować coś od siebie. Jeśli tego nie zrobimy, to przyjdzie ktoś, kto zrobi to za nas, a wtedy nikt już nie będzie słuchał społeczności.

Piotr Lipski w  powiedział, że jedyną przewagą esportowych zapaleńców nad wielkimi markami jest wiedza. To wchłanianie „esportowych struktur” przez ogromne firmy, „podbieranie” tej właśnie wiedzy dostrzegamy już nawet w Polsce. Na przykładzie: w budowę sekcji sportów elektronicznych w Wiśle Płock zaangażowany jest przecież Marcin ‘darky’ Sieczkowski.

Darky jest jedną z najlepszych osób, które mogły kiedykolwiek zaangażować się w esport. To  człowiek, który ma wiedzę, przecierał szlaki, budował sport elektroniczny w Polsce i nikt nie może mu tego zabrać. Jeśli tacy ludzie są wchłaniani – to świetnie. Gorzej jeśli na każdym kroku spotykamy „specjalistów” i „ekspertów” od sportów elektronicznych, budujących swoje portfolio na podstawie projektów, o których ani ty, ani ja, ani nikt inny w ogóle nie słyszał. To niebezpieczne. Musimy przekazywać naszą wiedzę, bo to buduje najpierw dodatkowe kompetencje, a w dalszej kolejności dodatkowe zasoby ludzkie.

Kiedyś – że znowu wrócę do „starych czasów” – w środowisku esportowym znali się wszyscy. Panowała więc pewna autokontrola. Teraz rynek się zwiększył i to, że pojawiają się nowe osoby z zewnątrz, jest normalne. Ja, jako esportowy zajawkowicz od czternastu lat, boję się po prostu, że one mogą wyrządzić pewne szkody. Musimy więc wprowadzić środowiskową kontrolę jakości, po to właśnie, by podnosić sobie nawzajem poprzeczkę.

Czyli mamy jeszcze czas na to, żeby się odpowiednio zabezpieczyć?

Myślę, że to jest właśnie ten moment. Pewnie coś już przegapiliśmy np. w sprawach legislacyjnych. Wydaje mi się jednak, że mamy jeszcze na to czas. Zwróćmy uwagę na to, że – choćby na przykładzie Polskiej Ligi Esportowej – w rozgrywkach nadal uczestniczą zespoły należące do organizacji esportowych, a nie np. klubów piłkarskich. Musimy jednak o tym dyskutować, zastanowić się jak się na to przygotować.

Nawiązując jeszcze do tematu zagrożeń. Boisz się, że jeśli w końcu Virtus.pro odejdzie na zasłużoną emeryturę, popularność esportu w Polsce może drastycznie zmaleć?

Boję się tego, ale głównie dlatego, że po prostu uwielbiam chłopaków od zawsze. Chciałbym, żeby stale wygrywali i byli na fali. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak wymagające jest ciągłe bycie na szczycie i świeczniku kibiców. Pod tym względem chciałbym, aby „Złota piątka” odnosiła sukcesy zawsze. Czy – z drugiej strony – z ewentualną stratą Virtus.pro nasze środowisko sobie poradzi? Jedni twierdzą, że kibice „Złotej piątki” dalej będą emocjonować się esportem i przerzucą swoje zainteresowanie na inne drużyny. Część natomiast uważa, że duża grupa dotychczasowych odbiorców całkowicie straci zainteresowanie tematem. Wydaje mi się, że analogia do skoków narciarskich jest całkiem niezła. Gdy Adam Małysz osiągał swoje  największe sukcesy, wszyscy oglądali skoki. Kiedy jednak przestał – ci sami ludzie zaczęli śledzić poczynania jego następców. Nie zmienia to faktu, że niektórzy na pewno będzie chcieli odejść. Tylko od nas zależy, czy wygenerujemy treść, która ich zatrzyma.

Powróćmy jeszcze na moment do tematu Polskiej Ligi Esportowej. Pod szyldem tym  nie rozgrywają się wyłącznie zmagania w Counter-Strike’a. Śledzimy też poczynania graczy League of Legends. Zastanawiam się, czy w przyszłości ELIGA będzie miała wpływ również na rozwój tego segmentu projektu.

Wyobrażam sobie, że doprowadzimy do sytuacji, w której będziemy mieli po prostu „głos”. Nie głos Counter-Strike’a, League of Legend czy innej gry, ale głos całej społeczności esportowej. Niektórzy mówili mi, że to idea bardzo naiwna, lecz ja wciąż wierzę w jej realizację.

Musimy zainicjować rozmowy z drużynami i reprezentantami sceny League of Legends. Kiedy zamkniemy pewien etap i ELIGA będzie już gotowa na kolejny, chciałbym, aby nasz projekt współpracował z każdą platformą.

Planujecie już kolejne sezony? Pytam w kontekście pewnej regularności, którą możecie wprowadzić do esportowych grafików w Polsce.

ELIGA dołoży wszelkich starań, aby stworzyć najwspanialsze rozgrywki jakie są tylko możliwe. Jest to wypadkową bardzo wielu czynników. Osobiście chciałbym, aby kolejny sezon odbył się jak najszybciej. Docelowo chciałbym, aby w roku odbywały się dwa sezony – przykładowo runda letnia i jesienna. Do tego zmierzamy.